czwartek, 14 lutego 2013

Mój pierwszy raz...

...na dużej imprezie firmowej. Sprzęt nowy, na dobrą sprawę nie przestrzelony porządnie, szklarnia typu "żenua" czyli 18-105 + 50, lampa wbudowana z "dyfuzorem" za 9,50 + przesyłka.

Było tam dwoje fotografów z agencji - poznałem nie po aparatach tylko po skoliozie od noszenia torbiszcza z gratami w cenie średniej klasy samochodu. Miałem swobodę poruszania się po sali. Fajnie, ale wprzódy trzeba było przełamać poczucie wstydu, stając w jednej linii z zawodowcami przy scenie :/ Gripy, lampy-srampy, szkła o średnicy dyni halloween-owej i ja. Nieco mi ulżyło, jak spojrzałem na "koleżankę ze stajni" - D7000. Oooooo - myślę - z butów mnie nie wyrwało, to dalej jazda :)



































































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz