niedziela, 12 maja 2013

Spacerek "za dychę".

Za dychę... W zasadzie za dychą - i to podwójnie. Nie dość, że trasą "mojego" tramwaju nr 10, to jeszcze zadycha pod koniec była konkretna...

Pomysł na trasę w sumie "od czapy". Pierwotny plan był zupełnie inny. Naoglądałem się na "stajennym forum" tegorocznego makro i przyszła ochota na robala. I jak to zwykle w weekend - gnoi przez dwa dni, a od poniedziałku się rozpogodzi, żeby się milej kisło w biurze... Mimo wszystko, pełen nadziei wstałem o 5:00, otworzyłem balkon i... położyłem się z powrotem. Szaro, buro i siąpi. Masakra. Ale skoro już miałem się przewietrzyć, to idę...

Początek, jak zwykle, przez plac budowy. Widać różnicę w porównaniu z marcem br. - zwłaszcza po butach. Już nie ugnojone w błocie, za to z poobijanymi czubami. O krawężniki! Bo "już" są! I asfalt widać i w ogóle...




Mijam diabelską jadłodajnię na literę M. Spluwam przez lewe ramię, żeby pokuszenia uniknąć i choćby małego Chicken Box-a nie kupić. Pętla - oś. Górczewska. Para młodych ludzi "używa słów" z okazji problemów z wypożyczeniem roweru z Venturilo, a ja człapię ku 10-tce. Po drodze - łał! - szczątki kwietnej wiosny na zdziczałej jabłonce.



Pięć minut do odjazdu, pusto w wagonie - nuuuda.




Miałem kwadrans na podjęcie decyzji, gdzie wysiadam... Jeżdżąc codziennie do pracy tą trasą, rozważałem prawosławny cmentarz jako początek.  Wysiadłem wcześniej, bo zobaczyłem coś, o czym (wstyd!) nie wiedziałem, że akurat tu się znajduje...

Cmentarz Powstańców Warszawy... Pewnie bym go kolejny raz przejechał w nieświadomości, gdyby spomiędzy krzaków wzroku nie przyciągnął pomnik Polegli Niepokonani. Za Wikipedią: Pomnik jest usytuowany na szczycie kurhanu wyłożonego kostką brukową, jakiej używano niegdyś do brukowania ulic, i przedstawia dużą wyrwę w rozerwanej z szarych granitowych bloków barykadzie, którą zasłania półleżąca postać wojownika z tarczą odlaną w brązie. Konający mężczyzna własnym ciałem zasłania wyrwę w barykadzie, ma twarz skierowaną ku niebu, trzymana przez niego tarcza zasłania kierunek zachodni, co sugeruje atak ze strony Niemców. Symboliczne znaczenie ma również fakt, że mężczyzna nie ma miecza. Całość symbolizuje pełną poświęcenia walkę obronną ludności Warszawy.
Droga od ul. Wolskiej wiedzie schodami w dół, wzdłuż zdziczałego stawiku, który dziś całkiem tłumnie oblegli miłośnicy "moczenia kija beznadziejnego". Jak coś brało, to tylko za serce [czyt. litość]...

Po ok. 200 metrach jestem na miejscu. 









Cicho tu, spokojnie. Przechadzam się alejkami, czytam opisy i nazwiska... Żołnierze razem z cywilami, 87-letni staruszek i 3-letnie dziecko...







Nic nie mąci ciszy, nawet ptaszory drą się gdzieś dalej, jakby wiedziały, że tu jest specjalne miejsce. Chociaż nie - jest jedno bydlę z "wyrafinowanym" poczuciem humoru, które pamięć i szacunek ma gdzieś... Nazywa się człowiek...



Idę sobie dalej, parkiem wzdłuż Wolskiej.



Zmierzając ku przejściu, mijam kościół pw. św. Danona ;)



Jak już ścinać do Górczewskiej, to najprzyjemniej przez park Sowińskiego.



Wychodzę bramą od ul. Elekcyjnej, bo ładnie bzem pachnie :) Jeszcze mały przeskok na drugą stronę ulicy.






I czas wracać, żebym się przypadkiem nie przetlenił :) Pożegnalny pstryk trawnikowy...


Nożny transport od wysokości parku Moczydło do Konarskiego. Szybkie zakupy w dyskoncie i 5-minutowy "powiew luksusu", czyli dwa przystanki 105-tką na pętlę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz