niedziela, 10 listopada 2013

Późnojesiennie i Łazienkowo.

Nie byłem całe wieki i w tym roku mnie przyparło. Co prawda wybierałem się wcześniej, kiedy jeszcze była złota polska, ale ciągle coś... Wylądowałem przy zgniłej, ale też polskiej. Gościnna zatoczka nieopodal szwedzkiej ambasady znów nie zawiodła. Rodzinka jest, aparat też. Orzechy w kieszeni. Można spacerować :)

Największy fun dla Juniora - oczywiście z karmieniem rudych.








Zdziwienie dnia - co robi luzem w parku ten sarenko-jelonek?



Pawi jak na lekarstwo...



Promieni słonecznych łapanie.


Pasożyty. Śledzą bidne wiewióry i co zakopane wygrzebią i zeżrą. Albo wyrzucą.




Taxus baccata - ulubiony za zestaw kolorystyczny :) Przy okazji Junior wyedukowany - krzak pod ochroną, a łuki kiedyś z tego robili jak tralala :)


Chińszczyzna króluje wszędzie ;)

Polatane tu i tam...





Dziadek zaprasza na jutro (a w zasadzie na dziś) - jak co roku, się będzie działo. Czyli znów - naród wspaniały, tylko ludzie k...y.


I na koniec bonus uniwersalny i ponadczasowy. Jak się generalnie komuś coś nie podoba, to "całuśnik" czeka ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz