środa, 1 stycznia 2014

Nie bądź raptus - baw się ptakiem.

W tym roku (znów) nie poszedłem pod ratusz. Powód (tym razem): "niemanie" statywu. Raczył zaginąć w niewyjaśnionych okolicznościach. Kurdupel do makro jest, trochę większa popierdułka jest, a ten właściwy wsiąkł. Przesłuchanie domowników na okoliczność i przeszukanie lokalu - bez rezultatu. Choć nie do końca. W trakcie czynności ujawniłem zapomniane zasoby rozweselające. W akcie desperacji wypożyczyłem od syna towarzystwo i wyszła z tego domówka tematyczna pod hasłem: "Nie bądź raptus - baw się ptakiem".





Hitem imprezy mógł okazać się wykwintny trunek niskobudżetowy rodem z "Rancza", ale jakoś nie miałem śmiałości degustować :) Niech leżakuje, a nuż niezapowiedziani goście się trafią? ;)


Na sylwestrowy toast wybrałem ze sto lat nie konsumowany zestaw typu gin + tonic + limonka. Wszedł, owszem, gładko. Dwa drinki o objętości standardowej, nie wiaderka, poruszyły mnie do głębi. Zwłaszcza rano. Zawarta w toniku chinina była swego czasu świetnym lekiem przeciwmalarycznym. U mnie zadziałała odwrotnie. Po spożyciu wywołała telepkę zamiast zdusić ja w zarodku. Zanosi się na to, że dobre pół litra jałowcówki zwietrzeje w zapomnieniu, chyba że wcześniej znajdę dla niej jakieś inne zastosowanie.

Tak czy owak - kameralnemu gronu czytelników i sobie życzę Jeszcze Lepszego 2014-go!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz