niedziela, 23 marca 2014

Mendelejew w kranie i Grubej Kaśki budowanie czyli święto wody na platformie (a dziewczyny łoją w normie).

Pewnie bym przeoczył, ale eko-tydzień w przedszkolu i ulotka na tablicy ogłoszeń wzmogły czujność. Aura stanowczo wymuszała opuszczenie mieszkania. Piątkowy plan A zakładał co prawda wycieczkę do arboretum w Rogowie, ale wytłumaczyłem sobie, że dwugodzinna jazda w jedną stronę celem ujrzenia różowego kwiatka należącego do rośliny o nazwie wawrzynek wilcze łyko, po którym pop...yla motylek na zmianę z pszczółką - jest nieco bez sensu. Przełożyłem wizytę na czas kwitnienia magnolii (choć głowy nie dam, że się Powsinem nie skończy) :P

No dobra, lecim na Powiśle :) Ktoś sprytnie pomyślał, żeby prawy pas Wisłostrady uczynić parkingiem. Dojście chodnikowo - piaskowe, bo nad Wisełką się buduje. I dobrze. Organizator, czujny jak ważka, na wypadek gdyby pogodynka łgała z tym latem w marcu, zapodał jakiś pokaźny inspekt, pod którym ulokował atrakcje. Nie trzeba mówić jak było pod folią, skoro na dworze temp. sięgała 24 st.C. Impreza zaczęła się o 11-tej, prowadziła ją pogodynka z TVP2/Panoramy/Pytania na śniadanie - Aleksandra Kostka.


Narodu było natenczas umiarkowanie dużo. Większość z dzieciarnią, która z zapałem budowała z klocków LEGO tytułową Grubą Kaśkę i tzw. okoliczności przyrody. Kręcący się z kamerą operator TVP Warszawa dodatkowo potęgował starania maluchów.





Jak ktoś ustał, to mógł się gratisowo wzmocnić. Parafrazując tescowego Heniutka: żur, bigosik, pączków górka - piknik w pełni, kurka - rurka. Wielka maskota - kropelka rozdawała żelki. Swoją drogą - szacun dla kolesia, który zdzierżył tyle czasu zamknięty w gąbkowym kondomie :)
Były autokarowe wycieczki do oczyszczalni ścieków "Czajka" i do Filtrów oraz piesza wędrówka z przewodnikiem wzdłuż nadwiślańskiego bulwaru. Dzieciaki zabawiała ekipa szalonych chemików pokazując sztuczki magiczne z wodą w roli głównej. Był klaun na scenie i para na szczudłach...


Przy okazji zorganizowano dwa stanowiska szkoleniowe z pierwszej pomocy, przy których w systemie zmianowym ratownicy niestrudzenia instruowali licznych (!) zainteresowanych. Mnóstwo było mam z maluchami, które oczywiście prawie nic nie zapamiętają, ale oswojenie z tematem jak najbardziej wskazane. Oby nigdy się ta wiedza nie przydała, ale...


Zwieńczeniem imprezy miał być koncert niejakiej Ani Rusowicz. Oburzonych moją ignorancją w temacie przepraszam, ale przestałem śledzić polską scenę muzyczną baaaardzo dawno temu i matkę kojarzę bardziej niż córkę. Ale ja nie o tym, bo finału nie doczekałem. W tzw. międzyczasie wystąpił też dotąd mi nieznany zespół Lejdis bez Gentleman. Posłuchałem i pogłębiłem wiedzę. Żeński cover-band z osiągnięciami. Zaczęły "Venus" Bananaramy, potem "Paparazzi" Lady Gadi, "Highway to hell" ACDC i wiele innych. No, no - pomyślałem... Gitarzystki mnie oczarowały ;> Zresztą, co będę pisał...
















































Po koncertowych emocjach naród wyległ na zewnątrz, żeby wciągnąć drożdżówę, zajarać, odwiedzić niebieską budkę czy ot tak po prostu posiedzieć na słońcu.


Na odchodne popełniłem parę kadrów i z poczuciem mile spędzonego czasu opuściłem Bulwar Flotylli Wiślanej :)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz