poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Kan... i co tam dalej chcecie.

Przez ostatnie dni słowo odmieniane we wszystkich przypadkach i używane w przeróżnych kontekstach. Powód do radości, temat do żartów. "Kandyzacja". "Kanalizacja". "Kanonizacja"...
Krótka relacja - bez osobistych wynurzeń i z jednym, smutnym wnioskiem: śmierć "lepiej się sprzedaje".

Atmosfera piknikowa - chorągiewki, baloniki, przenośne straganiki z badziewiem wszelakim, tematycznie niby związanym. Opalanie albo "cięcie komara" w Saskim pod fontanną, słitfocie z wartownikami przy Grobie Nieznanego Żołnierza, śniadanie na trawie, śmichy-chichy i takie tam inne. Organizator się przeliczył. Służb paramedycznych i małoletnich "wodzianek" w mundurkach mało mniej niż uczestników. Ekipy telewizyjne z mainstream-owych stacji też lekko skonsternowane frekwencją. Facet z kamerą na wysokościach ziewający z nudów...





















































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz