środa, 21 maja 2014

511 + Ł3 czyli sobotnia arytmetyka.

Kontynuujemy z Panem Emilem jakże pięknie rozpoczętą sobotę. Odstawiamy ferrari na parking i przesiadamy się w neoplana, gdyż istnieje duże prawdopodobieństwo spożycia. Pogoda się psuje, ale twardym trza być. Dopóki jechaliśmy, nie spadła ani kropla. Zdążyliśmy wysiąść i ujść ze 100 metrów - ulewa. Zaczailiśmy się pod względnie bogatym w listowie drzewku i dostawaliśmy tylko rykoszetem. No ale ileż można czekać? Wydzwaniamy hrabiego Karolaka, ustalamy azymut i ruszamy. Całe szczęście to niedaleko. Trafiamy precyzyjnie naprowadzeni muzą i aromatami z food trucków. Trochę ludzi się kręci, ale mając porównanie ze zlotu w Parku Praskim stwierdzamy, że jest bidnie. Deszcz niestety zrobił swoje. Robimy obchód terenu. Bez obiadu, po paru godzinach łażenia po świeżym powietrzu nabieram ochoty na coś konkretnego. Mając do wyboru różne różności - decydujemy się na sprawdzony Double Classic u Bobby Burgera. Zamówienie nr 96 po 4 godzinach imprezy - pani przez telefon mówi do kogoś, że cienko dziś jest. No, skoro tak mówi, to pewnie bywało lepiej. Musiałem żreć sugestywnie i ktoś mi chyba pożałował, bo prawie połowa wołowiny wysmyknęła mi się na glebę. Ptasiej wdzięczności pewnie nie było końca, ale ja odszedłem z poczuciem niedosytu, a nawet krzywdy :)
Znaleźliśmy względnie suche miejsce pod drzewami, na granicy betonu i plaży. Pozwoliliśmy jeszcze po Kasztelanie


i czekaliśmy na hrabiego. Dołączył, zakupił, powiedział, że ma się rozpogodzić. I zaczęło błyskać i grzmieć. Koledzy niewzruszeni, ja czułem się nieswojo nad wodą i pod drzewem. Całe szczęście postraszyło i poszło sobie ponad Narodowym na Wołomin. W końcu mogłem wyciągnąć focidełko.











Płynów chwilowo dość, idziemy jeszcze na małą przekąskę. Trzeba wzmocnić się przed wycieczką na Łazienkowską 3. Po raz kolejny sprawdzony temat - Piada Burgello Bum Bum od Food Lovers-ów :)





Pogoda robi wszystko, żebyśmy zostali... Po kostki w wodzie, ale humory dopisują.







Posileni ruszamy na Legię. Kilometrowy spacer i jesteśmy. Jak Legia, to i warszawa :)




Kierujemy się do w stronę muzeum.



Kolejka trochę przeraża, ale okazuje się, że stoi po bezpłatną dziś kartę kibica. Do samego muzeum wchodzimy z marszu.















Wyjście przez sklep. Teraz czas na zwiedzanie stadionu. Trzymamy się blisko, żeby wejść w jednej grupie.




























No cóż, krótko, ale treściwie. Duszno jak diabli, powietrze gęste jak zupa. Pić się chce, więc zasiadamy w Sport Bar-ze sącząc sponsora drużyny i oglądając galę KSW. Jest już koło 23-ej. Intensywny dzień sprawił, że jesteśmy solidnie zrypani. Wsiadamy w ostatnie 171 i wracamy. Odkąd przestało padać naród w wielkiej liczbie wyległ na ulicę. Ruch jak w szczycie. Przejechanie kawałka Ludnej do Placu Trzech Krzyży i potem do ronda Palma zajęło dobry kwadrans. Na szczęście dalej było już bez niespodzianek i w okolicach północy rzucam się do łózka. Za rok planujemy Filtry :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz