poniedziałek, 5 maja 2014

Międzynarodowy Dzień Star Wars - Celebration SWAT VIII - May the 4th be with You!

Będzie impreza, będzie się działo... Cieszyliśmy się z Juniorem od momentu pierwszej zajawki o wydarzeniu. Na bieżąco śledziłem posty na FB, żeby niczego nie przegapić, bo wiedza o niektórych faktach niezwykle cenną okazała się być. Zwłaszcza ta o klockach dla 30-tu pierwszych małych fanów, którzy przy wejściu podadzą tajemne hasło. Tydzień temu upolowaliśmy Imperial shuttle w Blue City, teraz zaczailiśmy się na Starfighter-a ARC 170. Obserwując rosnące zainteresowanie eventem i szumne zapowiedzi przybycia watah fanów, musiałem się przy Juniorze asekuracyjnie wypowiadać na temat gratisów, żeby uniknąć skandalu w razie niepowodzenia. Tak czy owak - niedzielny poranek rozplanowany co do minuty. Pobudka max. o godz. 8:15, śniadanie - 9:00, toaleta, ubieranie i o 10:00 wyjeżdżamy. O dziwo - udało się plan zrealizować. Prześmignięcie o tej porze przez wyludnione miasto - sama przyjemność. Parkowanie na ul. Czarnieckiego - jak wyżej. Plan był chytry, ale nie byłem pierwszy pod drzwiami. I może całe szczęście, bo tym razem impreza zaczynała się na dziedzińcu, a  ja ciąłem na pamięć ku wejściu na comiesięczne spędy Kantyny SWAT. A tak, zastopowałem w porę i oddałem się ponad godzinnemu oczekiwaniu.
Całe szczęście drzwi były otwarta, cały czas ktoś wchodził i wychodził, więc można było podejrzeć trochę backstage-u ;) Wynegocjowałem, że wlezę sobie za próg i oddam kilka strzałów, dopóki pusto.



Wspominając dzień poprzedni aż się wierzyć nie chciało, że aura aż tak dopisze. Słońce paliło konkretnie. Kto żyw wyskakiwał z kurtek, bluz czy innych ortalionów.


To wszystko z pewnością "wina" Zubilewicza, który zapragnął wejść na żywo z jakąś konkretną, poranną pogodową zajawką. Żadnego Obi-Wana, ale ... Słońce i owszem :)





A że mu Darth Maul nie wyjechał z kopa w potylicę - to cud prawdziwy :) Pokaz tego, co zamierza zrobić z Obi-Wanem był zacny.


No właśnie - przed otwarciem wyszli Vader z Maulem.Vader dostojnie - czerwoną końcówkę bojowo nastroszył i człapał powoli po dziedzińcu.


Towarzyszący mu szturmowiec trochę przesadzał z tą służebnością :)


Maul z kolei powtarzał choreo, bo ja wspomniałem - czekała go hitowa walka z Kenobim na scenie.





Już w okolicach godz. 11-tej, czyli 38 minut przed planowanym otwarciem, przed drzwiami zgromadził się spory tłumek. Nie było jednak opcji, żeby wejść choćby sekundę wcześniej. Zegar na scenie precyzyjnie odmierzał czas pozostały do inauguracji.


Niesfornych i niezdyscyplinowanych witała w drzwiach plastikowa gęba szturmowca.


Jeszcze rzut oka na śmigającą zwiewnie po dziedzińcu fortu księżniczkę Leię,


odliczanie od 10-ciu w dół i w końcu! Wpuszczają!

Przed wejściem identyfikator Mocy - czyli pieczątka: Vader lub Yoda do wyboru. Potem od razu w lewo do stanowiska dla rekrutów. Tam podajemy tajne hasło: THX1138 i myśliwiec ARC 170 ląduje w rękach Kacpra. Dwóch małych Javów gratuluję mu i wita jednocześnie. Zwiedzamy dziedziniec czekając aż wpuszczą dopuszczalną maksymalną grupę 300 osób. W tzw. międzyczasie pamiątkowe zdjęcia:








Wszyscy gromadzą się wokół sceny - za chwilkę polska premiera kilkunastosekundowego trailera do nowego serialu STAR WARS Rebelianci.




Teraz już i podziemia otwierają swoje podwoje. Przy wejściu małe - ekhmmm... - zamieszanie ;)


Tuż za rogiem mała wystawa pojazdów, doglądana przez Rebelianta. Wśród "eksponatów" m.in. poczciwy Sokół Milenium i maszyna krocząca z Hoth czyli łazik AT-AT.


Dwa kroki dalej - sektor astrodroidów i robotów.



No i to na co (niestety) większość małych fanów czekała - strefa gier. PC i konsole. Tu było gęsto. Zmiana graczy następowała po ukończeniu misji, ale jeśli misja była bardzo złożona albo graczom nie bardzo szło, to czujni rodzice zarządzali dostępem do padów :)






Pora na trening Mocy.



W stylizowanym na Dagobah pomieszczeniu, pilnowanym przez samego Yodę,


każdy padawan mógł sprawdzić jak radzi sobie z koncentracją i co też te midichloriany z nim wyprawiają :)
Dwa stanowiska - jedno do przepychania siłą umysłu krążka na stronę przeciwnika i drugie - do podnoszenia i opuszczania piłeczki w szklanym cylindrze. Pięknie wyglądały dzieciaki z tym wyrazem skupienia na twarzy :)




Dalej był jeszcze sektor wystawowy - między innymi z mieczami świetlnymi


czy jedynym i niepowtarzalnym Hanem Solo w karbonicie.


(O kadłubkch szturmowca czy innego Tuskena nie będę się rozpisywał, skoro na żywo lepiej wyglądali)




Na końcu była strefa zabaw ruchowych, gdzie padawani mogli wziąć udział w różnych konkurencjach - głównie biegowych (tu: kto pierwszy do księżniczki Lei - z "przeszkadzajkami")



Dzień STAR WARS byłby oczywiście niepełny bez budowania z klocków. Bardzo kreatywne zajęcie, bo klocki wymieszane totalne i wodze wyobraźni można puszczać, że hoho! Po całym terenie imprezy kręcili się kamerzyści saute lub w duecie z reporterem. Coś na pewno było w "Superstacji", TVN i TVN Turbo.


A skoro o telewizji - mam i ja! Bohater wszystkich zajawek - pan Piotr, miłośnik Gwiezdnych Wojen :D


Na dziedzińcu równolegle się działo. Szkolenia z walki mieczem świetlnym prowadzone przez samego Obi-Wana, pojedynki z Darthem Vaderem etc. etc. Atrakcje podzielone na bloki i powtarzane cyklicznie, żeby każda wchodząca grupa miała szansę się na coś załapać. Każdy z małych uczestników dostawał jakąś pamiątkę. Praktycznie nikt nie wyszedł z pustymi rękami. Niech Moc będzie z Organizatorem i Sponsorami!

Spędziliśmy tam naprawdę fajne cztery godziny. Dzięki "dozowaniu masy ludzkiej", o co niektórzy mieli wielkie pretensje, do wszystkich miejsc dało się dotrzeć w cywilizowanych warunkach, bez deptania, popychania i zbytecznych nerwów.







Na terenie fortu można było coś zjeść na ciepło. Wybór co prawda nie za wielki z naleciałościami kuchni włoskiej, ale dawał radę. A po kilku godzinach, kiedy emocje opadły, głód dawał znać o sobie. O! I Leia nie wielbłąd - pić musi :)


Przy wyjściu na małych fanów czekała jeszcze jedna niespodzianka - dowolnie wybrany plakat z filmu. Zły Sith - Darth Żak mocą (bo przecież nie urodą) zamotał młodą rebeliantkę i wychapał - wbrew zasadom - dwa plakaty ;]

Już na schodach spotkaliśmy - jak sam się określił - szeregowego Jedi, którego dla potrzeb pamiątkowego zdjęcia z Juniorem awansowałem do stopnia Mistrza :)


Wokół fortu piknik trwał w najlepsze. Grillowe stanowisko wabiło głodomorów. Mały szok przeżyłem patrząc na kolejkę do wejścia. Wczoraj, czytając na stronie wydarzenia jęczące posty o fatalnej organizacji imprezy, miałem wielką ochotę napisać, co o tym myślę. Ale dziś mi przeszło. Napisałem maila do organizatorów z krótkimi, żołnierskimi słowami wsparcia i tyle. Naprawdę wielki szacun za to co robią własnymi siłami i bez złotówki wsparcia od kogokolwiek. Tak trzymać i do zobaczenia za rok!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz