niedziela, 1 czerwca 2014

Piknik od niechcenia.

Sobota zupełnie bez planu. Wyszedłem, żeby wyjść. Zamierzałem wsiąść w dowolny tramwaj i wysiąść po drodze pod wpływem dowolnego impulsu. Najszybciej odjeżdżała 8-ka, no to hyc!  Przyjemny chłodek w tramwaju zagłuszył potencjalne impulsy i dojechałem razem ze wszystkimi - na rondo Waszyngtona.


Piknik jak piknik. Tak samo zapchana główna aleja, wywiady z łapanki do radia i telewizji.


Wydaje mi się, że mniej było stoisk naukowych, ale to subiektywne odczucie. No i coś tam się działo na płycie stadionu. W tym roku motoryzacja.



Parę antyków z muzeum w Brwinowie, do których trudno się zbliżyć z aparatem, bo oblepione narodem...





No i "hicior" - najszybszy pojazd świata. 14-metrowy bolid stylizowany na rakietę, dzieło inżynierów z Rolls-Royce`a. 1600 km/h.





Żeńska obsługa niestrudzenie odpowiadała na pytania nieogarniętych.


Ale w końcu - pooglądali samochody? To poszli won, bom zmęczona :)


Jak mnie proszą, to idę. Co tam tak będę sam siedział?


Nie mam jakoś parcia, żeby się dowiedzieć w tłumie na dole, jak się izoluje DNA z truskawki. No to spacerek po koronie...










Jednostki porażone piknikową wiedzą, ryzykują dla odmiany porażenie słońcem. Tną komara, leżą ot tak lub leżą z e-bookiem.


A mnie zaczyna suszyć... Uwagę moją zwraca piwna oaza widoczna z góry...


W myślach wychwaliłem organizatora, że oprócz ducha i o ciało zadbał :) W te pędy zbiegam po schodach i kieruję się w wiadomym kierunku... Nie odmawiam sobie ostatniego ujęcia z dołu i idę zwilżyć gardziel spragnioną.


I trafiam na konkurencyjną imprezę. Festiwal Kultury Piwnej czy jakoś tak. Oj, miła niespodzianka. Ostatkiem sił człapię w dusznym namiocie i dochodzę do stanowiska z zimniuśkim Książęcym. Pomijam dylemat z wyborem: pszeniczne, czerwony lager czy ciemne? Biorę to ostatnie. Butelka - 5 zł, kufel 0,4 - też 5 zł. Chrzanić ekonomię - co z beczki, to z beczki. Pierwsze wciągam ekspresowo, nad drugim już mlaskam z zadowoleniem :) I pewnie dobrze, że byłem sam, bo w towarzystwie byłbym skłonny zakotwiczyć tam do wieczora :D Jeff`s i Szwejk czymś tam karmili, pogoda była. Tylko piknikować...









A tak - odpocząłem jeszcze chwilę, zarzuciłem plecak na garba i w drogę - na przystanek...







W tramwaju - nuda :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz