środa, 6 sierpnia 2014

Much ado about nothing czyli Tour de Pologne na Bemowie

Jak nie urok, to sraczka. Maraton, przemarsz wojsk albo i dla odmiany przejazd "Masy Krytycznej na Bogato" czyli Tur de Poloń. Mało burdelu komunikacyjnego, remontów, zamknięć, wykluczeń i objazdów. Ktoś postanowił dodatkowo uszczęśliwić kierowców i zamknąć kluczowe ulice w centrum w godzinach szczytu. Zaszczyt kopnął też moje Bemowo. Wjazd do miasta miał nastąpić od strony Babic i dalej Górczewską w stronę Śródmieścia. Czytając o planowanych godzinach zamknięcia interesujących mnie ulic i dramatycznych korkach w centrum urwałem się godzinę wcześniej z pracy, żeby nie utknąć z innymi. A skoro bezproblemowo dotarłem, grzechem byłoby nie wytknąć ciekawskiego nosa albowiem trasa przejazdu przebiegała po drugiej stronie bloku, w którym mam honor zamieszkiwać.

Zapiąłem 70-300 i poszedłem na skrzyżowanie Lazurowej i Górczewskiej. Nieprawdopodobna lampa. 37 stopni. Przyczaiłem się pod krzakiem, zwłaszcza że powziąłem wiedzę o ca. 40-minutowym opóźnieniu. No i tak sobie stałem. Tu. A reszta tam, gdzie stało ZOMO :]



Stojący na słońcu ludzie zaczęli się niecierpliwić. Jedni sobie poszli, inni poszukali cienia. Ja sprawdzałem czy AF działa :)




Na twarzach niektórych kibiców entuzjazm odcisnął trwałe piętno :D


Do ostatniej chwili Górczewska w stronę centrum była drożna. Kiedy w końcu jednostronnie wstrzymali ruch i zabronili skrętu w Lazurową wiadomo było, że zaraz będą. Ale zanim byli, to przejechała pewnie połowa WRD na motorach,






a za nią piękniejsza część wyścigu czyli jak w skeczu Ani Mru Mru - największym powodzeniem cieszyły się hostessy :)






Pierwszy do miasta wpadł Czech - Petr Vakoc - zresztą zwycięzca całego etapu.



Po drodze zgubił Polaków z grupy CCC i reprezentacji narodowej.




A potem to już poooszło. Śmignął cały peleton - niezbyt pokaźnych rozmiarów. A może i pokaźnych. Ja się zatrzymałem w kolarstwie na czasach Wyścigu Pokoju i erze Olafa Ludwiga z DDR-u :) Wtedy to był peleton!




Ich śladem podążał tajemniczy Don Pedro :D


A propos Don Pedro. Ilość okołolatynoskich przydomków, które mi przeleciały przez głowę na widok TEGO pana była zatrważająca :)))


No i po wszystkim. Foto-event odfajkowany. To był moment. Kierowcy do aut, kibice do domów. Ruch przywrócony. Tylko w centrum syf do rana...



Przez chwilę się rozglądałem czy gdzieś zza pleców funcjonariuszy nie wyskoczy i nie padnie krzyżem na ulicę półbóg Terlikowski czy inszy egzorcysta, bo cóż tam szlachetna rywalizacja, skoro stężenie pedałów na metr kwadratowy wielokrotnie ponad normę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz