niedziela, 24 sierpnia 2014

Zlot Gwiaździsty czyli panie, gdzie te muskle kary?

Impreza cykliczna, choć dotychczas mi obca. Dowiedziałem się o niej dzięki Pawłowi S., pasjonatowi i artyście w dziedzinie fotografii motoryzacyjnej (że tak powiem). Miejsce - Automobilklub na Bemowie. No próżno szukać bliższej miejscówki. 122 spod domu i zatrzymuje się po drugiej stronie ulicy. Grzech dupska nie ruszyć. zwłaszcza że aura lepsza niż pogodynka zajawiała. A że markotnie samemu, zmobilizowałem Emila. Ooooo, Emil... Dobrze się z nim umówić, ale nie na rano. Wysłałem sms-a o 8:30, że jadę. Krew w piach czy psu w dupę - jak kto woli :D Trudno jadę sam. Się wyśpi, to zadzwoni. Może...

Po przybyciu na miejsce trochę jestem zły, że tyle zwlekałem. Dobra miejscówa do wyłapania wszystkich na wjeździe, tyle że wszyscy już wjechali :/ 9:45 to deadline na rejestrację do udziału w rajdzie. Stoję tam przez 10 minut, namierzam aż jeden wehikuł...



No nic, szkoda czasu. Wchodzę na teren automobilklubu zanęcony widokiem gablot za ogrodzeniem. Ale zanim tam doszedłem, ucho me zaatakował odgłos palonej gumy. Owoż i dwie E30-tki zażywały driftu na torze. Rok temu miałem okazję zmierzyć się z tematem podczas APIS Power Cup i poległem na panningu. Teraz mam dłuższe szkło, większa swoboda, przyswoiłem troche teorii w tzw. międzyczasie. Spróbuję. Spróbowałem. Wniosek - w dalszym ciągu "Panoramix" ze mnie jak z koziej dupy rakietnica. Spod kół dymi, ale dalej auta wyglądają jakby stały. Porażka.










Samolot zresztą też wydaje się spadać...


Są szybkie auta, musi być i dziewczę :) Akurat ta umiała wytrysk z asfaltu wyzwalać...



Obłaskawiwszy podłoże, wzuła kask i zażyła osobą własną dawkę adrenaliny.


W parę minut później było "po ptokach", białe BMW złapało gumę, pomarańczowe się chyba też najeździło... Na torze spokój.


A ja zmierzam do właściwej destynacji. Zmiana szkła na 35 mm i spacerkiem wśród żywych eksponatów. Wszystkie na chodzie. Wszystkie wyprodukowane przed 1985 rokiem. Przy obróbce poszedłem w retro, trochę kosztem ostrości i rzeczywistych kolorów, ale tak mi właśnie leżało w konwencji :)













































W międzyczasie przybył Emil. Lubię z nim chodzić. Już po fejsbukowym profilu widać - jest paskudny jak przysłowiowa noc w egipskim burdelu, przez co odwraca uwagę ode mnie, za co jestem mu ogromnie wdzięczny. Ma jeszcze tę zaletę, że się nie obraża czytając te słowa (a wiem, że czyta) :D

Łażąc tak dwie godziny między autami usłyszałem gniewne pomruki z okolic bebzona, zwłaszcza że wypadłem z domu o kawie jeno... Każdorazowo przy "grubszych" eventach rozglądam się za food truckami. Tu wybór był w zasadzie żaden. U płota zakotwiczyły: różowa deserownia


i chłopaki z Gold Digger-a.


Słodkości z marszu wykluczyłem, wołu w bułce zapragnąłem. Jako że jestem zwolennikiem smaków wyrazistych (czyt. ostrych tak, że Emila siedzącego 2 metry obok w oczy szczypie) wybór padł na coś o nazwie Western Japan. Dodatki: wasabi, jalapeno i sos o nazwie pepper bandit...
Bułka cudownie chrupiąca, wołowina soczysta - trafiona w punkt. I tyle :/ Liść sałaty, kropka wasabi, sosu prawie brak, papryczki w ogóle nie wyczułem... I ten roznoszący się wokół smród malizny za 19 zyla...
No more...

Niby-pokrzepiony począłem rozglądać się za PES-em. Wiedziałem, że będzie. Wiedziałem czym fotografuje. Nie wiedziałem jak wygląda. Zdjęcie profilowe z liceum może być mylące. Przyuważyłem gościa, który skradał się z bliźniaczym memu zestawem, ale jakoś się nie złożyło, żeby zagadać. A jak się okazało po fakcie - instynkt mnie nie mylił :) No cóż - może następnym razem :)



Wychodząc, zajrzałem jeszcze na tor, gdzie wehikuły gotowiły się do "odcinków specjalnych" w rajdzie. Jakieś czasówki, tudzież slalom między pachołki. Nie oczekiwałem Bóg wie jakiego sprintu i pisku opon, ale z tą dostojnością przejazdu, to gruba przesada. Smród by za nną wąchali jakbym jechał drezyną, nawet ze złamaną ręką. W dodatku spotkanie z przygodnym "kamerunem", który rzekł na odchodne: (...) Paaanie, muskle-karów nima! Gdzie te szewrolety, plymuty, te ze skrzydłami??? Kicha. W przyszłą sobotę, tam przy Prymasa, gdzie salon Liberatora jest, tam będzie Dej Amerikan. Tam to fajne wózki zjeżdżają. Tu nie ma co kamerować (...) utwierdził mnie w przekonaniu, że czas kończyć. W przyszłą sobotę kiero-treneiro sugeruje wizytę na piłkarskim turnieju na Warszawiance. Gothaer Team w akcji. Taka sugestia prawie jak polecenie służbowe. Idę naładować aku :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz