niedziela, 26 października 2014

Służbowo - na statek. A w zasadzie do Łodzi.

Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że "ławki rezerwowych" załapałem się na szkolenie. Ani w grafiku dyżurów nie trzeba było grzebać, ani opieki do Juniora organizować, bo żona i tak miała dwa dni urlopu. Nic tylko jechać. Dziwne uczucie - pierwszy raz bez obowiązkowej obecności, bez warsztatów. Robiłem za wolny elektron, krążący wokół jądra korporacji :)
Trasa do Łodzi wzorowa. Z Wołoskiej w prawo przy Galmoku i ogień na S8 i A2. Za Strykowem już kicha, ale przewidywalna. Zakwaterowanie w hotelu Andel`s. Apartamentu po Justinie Bieberze co prawda nie dostałem, ale warunki spoko. Sam hotel ciekawy. Wkomponowany w kompleks łódzkiej Manufaktury jest swoistym połączeniem tradycji z nowoczesnością. Precyzyjniej - jest w miejscu dawnej przędzalni Izreala Poznańskiego, o ile coś komuś to powie :) Zrewitalizowany pod czujnym okiem konserwatorów. Naszpikowany elektroniką osadzoną w starych murach, które raczej starano się wyeksponować niż ukryć. Stare maszyny fabryczne na holach też tworzyły klimat. A że "Ziemia obiecana" to jeden z moich ulubionych staroci, czułem się tam więcej niż dobrze.




















O samym szkoleniu pisał nie będę, bo też i bez przesady :) Część merytoryczna była bardzo pouczająca, wieczór w zacnym towarzystwie bardzo miły, ranek nieco okrutny. Miał jednak jedną zaletę - był mroźny i dobrze działał na dymiącą czachę. Fakt ten zdecydował, że wyskoczyłem na mały spacer po Manufakturze.





















I tak naprawdę na więcej czasu nie starczyło. Mgliste plany obejmowały Piotrkowską, ale guzik z tego wyszło. Przewentylowani solidnie, postanowiliśmy z kolegą kierownikiem pokrzepić się nieco po spacerze. O ile sam Pilsner w pękatym kuflu serwowany w hotelowym barze mógł zmulić, o tyle cena onego skutecznie trzeźwiła :) Jako stały bywalec sieciowych marketów nie przywykłem do piwa za 16 zł O_O.
Wymeldowanie i godzina z okładem do obiadu. Skwapliwie skorzystałem z kawusi :)




Obiad. Sum zapiekany w porach, wołowina marynowana w sosie Worcester, eskalopki ze schabu w ziołach - mniam. Na deser podwójne espresso i powrót do Warszawy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz