czwartek, 9 kwietnia 2015

Małymiękki, czyli moje udręki.

Nie, nie żeby coś mi się popsuło - szkolenie w Microsofcie po prostu. Autentycznie się cieszyłem, bo tematyka aktualna jak nigdy, system wykorzystywany w codziennej pracy. Zawsze warto poznać lepiej, poćwiczyć, podpytać. Referencje konsultanta takie, że łohohohoho. W przeddzień mail, coby zabrać ze sobą laptopa. Tiaaa... Własny grzmot wielki i dogorywa, to co w fabryce do wzięcia przypomina pacjenta na OIOM-ie, wyniesiesz za próg i zdechnie. No cóż - będę bez. W końcu mam zajebistą pamięć wzrokową ;P
Spęd na 9:00, jestem wcześniej, czekam na kolegę OberAdmina. Takich dwóch to gdzieś indziej ze czterech - w sensie, że takie zdrowe ćwierć tony. Jakoś trza dominację zaznaczyć :D
Jarając obserwuję puszczającego pod nosem bluzgi kuriera. No nie dość, że tyle schodów, to jeszcze drzwi obrotowe. Ubawiłem się w duchu (wiem, wiem - to takie polskie...).




Wlazłem do środka, bo troszku po nerach źrebiło. I oczywiście na kawusię do pani Tereni o złotych rękach :)



Pierwsza część - klasyczna pogadanka. O możliwościach. O nakładkach, plugin-ach, workach dolarów, które trzeba za nie uiścić... Ach, gdyby mieć to wszystko. I żeby to ktoś skonfigurował i sprawił, żeby banglało wiecznie... Się rozmarzyłem. Trzeźwiej myślący OberAdmin sprowadził mnie na ziemię. Ile to trza się jeszcze naumieć - ło Matko Piersista i Promieniująca! Poza tym i tak nikt nie potrząśnie kabzą, żeby to kupić i generalnie będziemy z pół epoki do tyłu i trza robić na tym co jest i o tak o!






Obiad. Bez emocji. Ale przynajmniej był :) Kawa z cygaretem na deser i dalejże - warsztaty poczyniać. No i teraz się zaczęło... Jak wspomniałem wyżej - byłem saute, bez laptopa. Uczynny kolega dostarczył 3 sztuki. Mnie obdarował jako pierwszego, więc miałem 33,3(3)% szans, że trafi mi się knot. A jakże - trafił się. Winda 8.1 na pokładzie. Nie lubię, bo nie znam. Nie znam, bo nie lubię. WIFI nie bangla. Gdzie w tym daremnym Dell-u się to włącza? Ogarnąłem - choć reszta już wyraźnie z przodu. Ale nadganiam. Mam już konto w Microsofcie, zaloguję się.... Yyyyy tak. A jakie jest hasło? W fabryce przeglądarka za mnie pamięta. Szkoda czasu, zakładam nowe. Zalogowany. Odpalamy Virtual Lab-a. Żeby nie czasem - licencje na wirtualki się skończyły w tej sesji, czyli dupa - sałata. Popatrzeć mogę. Przerwa kawowa. Koleś obok nie wraca na czas, przechwytuje licencję - zdalny pulpit odpalony. Już klikam w konsoli i nagle komunikat - battery low - zostało ci 7% - zamykam system. Albowiem sp...lony zasilacz dostałem. Wszystko mi opadło. W desperacji idę siku. O zgrozo - w klopie też blue screen! :DDD


Gorączkowe poszukiwania obejścia "na krótko". W końcu sukces!


Chyba jedyny tego dnia, ale zawsze sukces :) Strach jutro się w fabryce pokazać. Oczekuję solidnej porcji szydery. Dam radę - nie pierwszy raz. A tymczasem w drobnych skokach - ku domowi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz