środa, 26 sierpnia 2015

Wakacje cz. 5 i 6 czyli koniec tego dobrego...

Zgodnie z życzeniem - po powrocie znad morza - jeszcze jeden tydzień u babci. Tydzień bez wielkiej historii - fotograficznej rzecz jasna, bo Junior bawił się świetnie. Bo była Julka. Bo była Kinia. I były białe porzeczki (takie nowe owocowe odkrycie). Mój stary, wysłużony focisz, z którym zaczynałem zabawę w zdjęcia - znalazł na dobre nowego właściciela. I teraz co wyjście, to słyszę: "Mamo, tato - zabieram swój aparat!" I bardzo dobrze. Chwilowo syn nie daje sobie wytłumaczyć, żeby nie wciskać spustu migawki jak detonatora, ale czasem ostre zdjęcie wyjdzie i radość jest wtedy wielka :)
Otóż i Kinia autorstwa Młodego Pana Fotografa:


Po powrocie od babci - ostatnie dwa tygodnie w domu. I to, co Tygrysy lubią najbardziej - bajki, klocki, gierki - przeplatane wyjściami na spacery bliższe i dalsze.

Po blisko dwóch latach przerwy - odwiedziliśmy ZOO. Upały trochę odpuściły - przy 26 st.C dało się łazić. Szczególne branie miały egzotyczne ptaszyska i gadziny oraz ulubiony ssak - zebra. Ja, dźwigając plecak z bambetlami, pstrykałem sobie z rzadka i od niechcenia, Młody za to szalał :)









































Wredny król Julian się oczywiście schował, ale odwiedziny zaliczone :)








Któregoś popołudnia wypadliśmy do parku pod domem...















Trafiła się i niedzielna wycieczka na Forty Bema.





























A wczoraj, żeby zdziecinnieć do reszty, zaliczyłem Minionki w kinie :) Tak goopkowate, że aż śmiszne - dla starucha też. YT w telewizorze okazał się przekleństwem - od wczoraj ciężko obejrzeć coś innego niż teledyski z żółtymi bobkami :) No cóż - przejdzie, jak wszystko przeszło - kwestia czasu.

Cóż - w zasadzie już po wakacjach. Było trochę obaw o spędzanie czasu bez rodziców i poza domem. Okazuje się, że syn drastycznie wydoroślał, co dobrze wróży na przyszłość...

A tymczasem wyprawka skompletowana i od poniedziałku jedziemy z tym koksem. Już w II D :)