poniedziałek, 14 września 2015

Do zobaczenia, Przyjacielu... [*]

Poznaliśmy się w sieci, przy okazji moich fotograficznych początków na OPH. Jako jeden z pierwszych skomentował moje debiutanckie "zdjęcie". Nie zmiażdżył, kulturalnie wytknął błędy, pokazał, że można inaczej, cierpliwie tłumaczył tumanowi podstawy... I tak się Go uczepiłem...
Po paru dniach miałem wrażenie jakbym znał go od urodzenia - czasem się tak zdarza. Można było pogadać zawsze i o wszystkim. Nie tylko z fotograficznej, ale i życiowej mądrości skorzystać.
Spotkaliśmy się raz, w 2007 roku. Spędzałem jakiś letni, choć niewakacyjny weekend nad morzem. Jaro załatwił spanie u cioci Krystyny blisko plaży w Orłowie, sam przecież też gdynianin. Umówiliśmy się na spacer po bulwarze. I faktycznie - jak w necie, tak w realu. Pierwszy raz kogoś widzisz, a masz wrażenie, że znacie się od wieków.

Cały Jaro. Ciepły, serdeczny, mądry i jajcarz do tego. Takiego Go zapamiętałem. Taki był. Ano właśnie - był... Rzadko zaglądam na onephoto, akurat w niedzielę zajrzałem. W skrzynce czekała prywatna wiadomość: "Nie ma już Marcina"...

* * *

Przeglądam szczątki Twojego portfolio, wracam do naszej pisaniny, trafiam na to:

"jak wrócę do sił po tym szpitalu... to mam trochę planów... chciałbym, żebyś tam był... wśród osób i spraw najważniejszych! jak dojdę do siebie i siły wrócą a waga spadnie ;) chcemy się wybrać do Niemiec do mojej kuzynki, a z nią i jej mężem do Włoch ... muszę się wygrzać ... odpocząć ... pofotgrafować coś fajnego ...a potem chcę ruszyć w Polskę ... i tak do końca życia ...muszę ułożyć sobie plany które chcę zrealizować przed śmiercią ...i nie mogę umrzeć zanim ich nie zrealizuję..."


Jarku aka Marcinie Galicki vel Panie Jaro... Trudno się dziś myśli zbiera... Wiem, że patrzysz gdzieś z góry... Widzisz, że jak piszę, to wycieram łzy... I wcale się tego nie wstydzę... Mam nadzieję, że Ci się udało zrealizować wszystkie plany albo chociaż lwią ich część... Dzięki, że byłeś. Dzięki, że mogliśmy się poznać. Dzięki za nasze rozmowy. Nie wiem czy i co jest po tamtej stronie, ale jeśli jednak coś jest, to nie mówię "żegnaj", mówię "do zobaczenia, Przyjacielu"...


Mechelinki, 2007



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz