piątek, 20 maja 2016

***

Kolejna Noc Muzeów. Typowe. Jak fajna impreza, to marna pogoda, ale założyłem, że ciągle lać nie będzie. W drogę więc - na Plac Europejski. 4 godziny przed oficjalnym otwarciem, mało efektownie, ale za to pusto... Ostatnio jojczyłem, że z 17 mm za wąsko było, no to rybą teraz w Łorsoł Spajer.




















Potem wg planu miał być plac Narutowicza z zabytkowym taborem tramwajowym. Plac był - taboru nie było. Że niby równo z gwizdkiem mieli podstawić. Tajm menedżment, że ho ho! Nie ja jeden się rozczarowałem - w drobnych skoczkach ku głównej atrakcji więc. Od STAR WARS DAY pozostaję w gwiezdnowojennych klimatach, wybieram przeto obcowanie z Mocą w PJATK-u. Część drogi z buta - dla zdrowotności.












Dokładnie naprzeciwko mam Filtry - pięknie jak co roku - ostatni w kolejce ogląda recepcję w Sobieskim ;)

Mam obrzydliwe duży zapas czasowy i trochę nie wiem, co ze sobą począć. Aura planuje trochę za mnie. Na dobre 20 minut znikam w gmachu szkoły, gdyż był tu polew. Solidny bardzo. Z Ciemną Stroną Mocy umówiłem się w okolicach 20-tej, Półtorej godziny przestoju. Znudzonym. Może gdybym w kompanii w miasto ruszył byłoby raźniej. Zwiedzam starwarsowy ogródek. AT-AT rusztowaniem podparty daje radę. Zaraz będą tu tłumy do selfie i innych pozowanych.


Przy Ewokach na Endorze lekko parsknąłem.






Ale Wampa na Hoth mnie zabił :D




Na parkingu przed szkołą zakotwiczyły dwa foodtrucki. Mięsny - zamknięty na cztery spusty i deserowy "Francuska rozkosz", który pasł małych i dużych świeżutkimi, chrupiącymi goframi z mnóstwem dodatków. Oparłem się pokusie i za chwilę zoczyłem znajomych z Bractwa Sithów. Do występu (pokaz walki mieczami świetlnymi), który dla mnie był gwoździem programu, jeszcze godzina. I znów zaczyna padać. Robię zatem za pozwoleniem wojowników parę zdjęć przy treningu i zawijam się do domu.