środa, 4 maja 2016

Star Wars Day 2016

Po raz trzeci, z nie malejącą ekscytacją, postanawiam poświętować z ekipą SWAT w Forcie Sokolnickiego. Dziecko w tym roku zdrowe, więc szykuje się rodzinny wypad. Nawet dwurodzinny, bo wyciągam z domu Stryja Rabarbara w towarzystwie małżonki i syna. Plan od trzech lat niezmienny - jestem na miejscu co najmniej półtorej godziny przed startem imprezy i dziarsko zapieram się o ścianę rezerwując miejsce w kolejce.

W tym roku wybitnie mnie poniosło, bo wypełzłem z domu o 7:30. Zapragnąłem albowiem zmierzyć się z Warsaw Spire. Droga do tramwaju wiedzie przez park, gdzie nie odmówiłem sobie utrwalenia jakże ulotnego kwiecia :)






Potem dojazd na przystanek Okopowa i mały spacerek Towarową, aż do Ronda Daszyńskiego i parę strzałów w wolskie kontrasty.








Docieram po paru minutach do celu i stwierdzam - faktycznie, budynek jest zajebiście wysoki. Z siedemnastoma milimetrami na DX-ie nie ma co marzyć, żeby ująć całość stojąc przed wejściem. No to tnę po kawałku.




Oczywiście nie ma tak, żeby na widok człeka z aparatem nie wybiegła z budynku ochrona. Zdaję sobie sprawę, że mają rację, ale gram na zwłokę - dopóki mogę. Rżnę głupa, żartuję, ale na dźwięk słów "zabiorę aparat, skasuję zdjęcia" zaczynam się jeżyć. Omiatam typa wzrokiem - połowa mnie wszerz i wzdłuż. No może mieć czarny pas w Kyokushin, ale i tak czuję się względnie bezpiecznie, zwłaszcza że w kieszeni mile ciąży produkt wykonany z ciągnionej na zimno, bezszwowej rury ze stali Cro-Mo 4130, posiadający "we wzwodzie" centymetrów pięćdziesiąt i trzy - na okoliczność niemiłych spotkań noszony. I tak miałem już iść, ale z premedytacją jeszcze dwa strzały :)



Z powrotem na 26 i dojazd do metra Arsenał. A metrem - wstyd przyznać - nie jechałem z 10 lat. Ot, nie było okazji ani potrzeby. No to się zdarzyły :) Wrażenia całkiem przyjemne, ale jakie miały być 1 maja o 8:40? Cicho, pusto, szybko. I stacje całkiem ładne :)






Dojechałem do pl. Wilsona - organizator SW Day wspominał o trudnościach w poruszaniu się, gdyż bo albowiem ponieważ nawierzchnia wymieniana jest. Mała korekta - plac jest (dla aut) kompletnie nieprzejezdny. Tym milej się idzie na skróty przez skrzyżowanie - prosto do parku. Park niezmiennie ładny, mam gigantyczny zapas czasowy, więc tuptam nieśpiesznie.






Ekipa starwarsowa po części dopiero się schodziła, atrakcje zewnętrzne - w powijakach. Pogoda na szczęście bezdeszczowa, można się w zieloności ponurzać i najbliższe okolice fortu zwiedzić.

















Korzystam z uprzejmości organizatorów i włażę przedpremierowo na dziedziniec. Nie wszystko jeszcze dopięte na ostatni guzik, ale to jedyna okazja, żeby popełnić jakieś ujęcia bez włażących notorycznie przed obiektyw kończyn, członków czy innych wózków i parasoli...

















Do rozpoczęcia półtorej godziny i jak na komendę zaczynają się schodzić pierwsi kolejkowicze. Jestem pierwszy, chociaż drugi. Nie zamierzam walczyć z panią, która zakotwiczyła przy schodach, kiedy odszedłem wypukać w spokoju rolkę tytoniu. Za chwilę miała za swoje :) Nad jej głową obsługa przykleiła regulamin imprezy, obok ustawiła stand "Informacja" i wszyscy walili do niej z pytaniami, przerywając co chwilę lekturę książki :)


Na jej szczęście po paru minutach pojawił się sam Obi - Wan Kenobi (choć jeszcze dwa lata temu zarzekał się, że jest tylko szeregowym Jedi).


Długo nie postał w spokoju, bo nie dość że kierował ruchem, to musiał walczyć z pokaźną gromadą Vaderów i Kylo Renów, a jak już go ubili -  pozował do zdjęć. I tak przez dobrą godzinę :)















Z niedużym opóźnieniem - zaczynają wpuszczać na dół. Przed wejściem oczywiście stempelek na łapie - zielony Yoda lub czerwony Vader - do wyboru. Żeby nie tamować ruchu niezdecydowaniem - dzieciaki dostają i to i to :) Na dole solidny SWAT-owy standard: przegląd pojazdów, droidów, cosplayowych postaci. Największe branie maja tradycyjnie konsole i klocki. Tym razem organizacja wzorowa - 5 minut dla gracza i następny proszę. Poprzednio mniej kulturalnie zmiany graczy się ogarniało ;) Tu Junior naparza się kinectowo z jakimś złoczyńcą :)


Sensowne ujęcia w środku raczej niemożliwe. Będzie dobrze jak tłum lampy nie urwie w dzikim pędzie. Poza tym gorąco (czyt. duszno), więc młodzi zostają z mamusiami, a ja zabieram Stryja i wychodzę na powierzchnię. Tutaj też niedużo lepiej, bo przeszklony dach powietrza nie przepuszcza, ale jednak kubatura większa.

Stoję w kącie, żeby TVP Info relacji nie popsuć :) I z ukontentowaniem oglądam po raz kolejny trening młodzików i padawanów w posługiwaniu się mieczem świetlnym, tłumy garnące się do fotek z Darthem Vaderem i szturmowcami. Stryj nawet podejrzewa, ze mam z tego większą frajdę niż mój 7-letni syn :)







Moją uwagę przykuwa na dłużej sympatyczna para Sithów :)






Coś mi mówi, że to nie ostatnie nasze spotkanie :)

Na odchodnym pożegnalne strzały grupowe, pamiątkowe plakaty przy wyjściu i imprezę uznaję za zaliczoną.



I żeby nie było - za rok tez przyjdę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz