niedziela, 4 września 2016

Latające psy 2016

Kontynuując wątek lotów z poprzedniego posta - tym razem o psach. Nie żebym był znawcą albo jakimś wielkim fanem, nie. Ale weekend zagospodarować na powietrzu, zwłaszcza przy takiej pogodzie, po prostu mus jest. Junior jest psim wielbicielem, istnieją jakieś szanse, że za rok dostanie własnego, więc pomyślałem, że to będzie jakaś atrakcja będzie (pomijając fakt, że na Polach Mokotowskich pokemonów zatrzęsienie) ;) A nie ukrywam, że i sam po obejrzeniu zajawki wydarzenia na Twarzoksiążce zakrzyknąłem w myślach: "Czalendż aksepted!" i dalejże męczyć Hosego o technikalia przy fotografowaniu takich zawodów. Absolutnie potwierdzam wszystko, co rzekł. Klucz do sukcesu (czyt. ciekawych i ostrych ujęć) to - oprócz relatywnie jasnego zooma i jakiegoś tam pojęcia o fotografowaniu - znajomość tematu i antycypacja ludzko - psich zachowań. Za pierwszym razem niespecjalnie mi poszło, ale po ostrej selekcji własnej i aprobacie guru zapodaję poniżej klatek kilka.




























Drugą, równoległą "atrakcją" dla ludu był marsz "Adopciaków", który prowadziła wspaniała, niepowtarzalna, cudowna, doskonała, jedyna w swoim rodzaju i nie do wzięcia od dni kilku Agnieszka Woźniak - Starak, w sposób stanowczy odcinająca się od nazwiska Szulim przez przerywający co drugie słowo mikrofon ;)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz