niedziela, 6 listopada 2016

Ekumenicznie po Woli.

Cmentarz prawosławny. Od 2 lat mijam go po drodze. Od podobnego czasu śledzę fejsbukowo organizowane spacery, ale albo pogoda ohydna albo zaplanowane wcześniej wyjazdy krzyżowały plany. W końcu w tę sobotę się udało. Wyszedłem wcześniej, bo po drodze mam jeszcze swój parafialny kościół pw. św. Wawrzyńca. Mam sentyment do starych budowli sakralnych - do tego naznaczonych historią i jeśli jest okazja, to z reguły nie przepuszczam. Nie będę przepisywał internetów - jeśli ktoś będzie miał ochotę poczytać coś więcej, źródeł nie zabraknie.

Skoro peregrynacja, to zaczynam od Parku i Cmentarza Powstańców. Krajobraz po Wszystkich Świętych dokładnie jak co roku. Kwiaty, puste i dopalające się znicze oraz wrony rozciągające śmieci po terenie...




















Ostatnie jabłka tej jesieni - trochę dzikie, ale co tam ;)




Koniec parku - początek wyznaniowego melanżu. U zbiegu Redutowej i Wolskiej oczywiście Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich - z górującym nad całą okolicą Danonem :)



Po chwili pierwszy cel spaceru - kościół św. Wawrzyńca.

















I zrobiła się 10:50 - za 10 minut początek spaceru. Cmentarz może mniej, ale cerkiew cieszy się niezłym wzięciem. Duża zorganizowana grupa dzieciaków wchodzi do środka. Korzystając z chwili czasu rozglądam się po najbliższej okolicy. Ciekawa dzwonnica, dużo starych - dla nas może fantazyjnych - nagrobków, pomników przyciąga oko.














Jest chwilka po jedenastej. W opisie spaceru nie było ani słowa o wizycie w cerkwi, a tu niespodzianka. Dzieciarnia sobie poszła, a nas zapraszają do środka. Jesteśmy małą, cirka 10-osobową grupką. Mieścimy się dwóch ławkach, których w cerkwi w zasadzie być nie powinno. Niepodważalna ortodoksyjność prawosławia pozwala jednak na mini-odstępstwa w kwestiach niefundamentalnych :) Naszym gospodarzem jest przemiły tutejszy duchowny, mówiący po polsku z wyraźnym wschodnim akcentem (co oczywiście wcale mi nie przeszkadza). Mam pewne podejrzenia co do personaliów, ale że pewny nie jestem - nie będę strzelał. Na początku spytał jaki zakres wiedzy nas interesuje. No cóż - nie ja jeden byłem "zielony" w temacie, więc zapadło milczenie. Wobec tego przeszliśmy do pytań na wyrywki, co kompletnie nie przeszkodziło odpowiadającemu tak rozwinąć temat i dołożyć tyle wątków pobocznych, że jedno niewinne i na pozór od czapy pytanie: "Skąd cerkiew w środku miasta?" pozwoliło zaliczyć przekrojówkę od czasu powstania cerkwi aż po czasy współczesne. Posłuchaliśmy też trochę o symbolice w prawosławiu. Zaznajomiliśmy się z ikonostasem, który dla nas - laików wygląda na dekoracyjną przegrodę przed ołtarzem, a w rzeczywistości to bardzo istotny element cerkwi, w którym każda ikona ma precyzyjnie określone miejsce i znaczenie. Tutejszy jest rzeźbiony w dębie wg projektu kijowskiego artysty Aleksandra Muraszki.

Organicznie brzydzę się wbudowaną lampą, ale światła i miejsca było tak mało, że się zeszmaciłem. Zapodaję dwa koślawce, które nijak nie oddają pełnej krasy...



Zajrzeliśmy też przez Carskie (vel Królewskie) Wrota do części ołtarzowej - naturalnie bez włażenia do środka, gdzie wstęp mają wyłącznie osoby ze święceniami. Ciekawostką jest, że wewnątrz znajduje się również cerkiew dolna, która ma zupełnie innych patronów.







Wracamy na górę.


Na odchodnym jeszcze parę pstryków.









W bocznej nawie szczególnie czczona ikona Matki Bożej Kazańskiej.


I obok relikwiarz ze szczątkami kapłana - męczennika Bazylego Martysza.


Dziękujemy ks. Pawłowi (?) za wizytę i naprawdę dużą porcję wiedzy i opuszczamy cerkiew. Dalej przebieżka po cmentarzu. Przewodnik jakoś mnie specjalnie stylem i planem wycieczki nie wciągnął. Wachlował ciągle jakimś leksykonem prawosławia i robił nam egzamin ze znajomości hierarchii kościelnej po rosyjsku. No jakoś nie mój klimat. Ciągnąłem się więc w ogonie przystając przy co ciekawszych dla mnie obiektach, aż w końcu poszedłem własną drogą.

















Warte uwagi, napotkane po drodze:

* grób zasłużonego dla miasta, znanego chyba wszystkim Sokratesa Starynkiewicza


* kaplica ekumeniczna rodziny Gudzowatych, którą trudno przeoczyć



* i bliżej mi nieznany magister - za to z kropką :)


Wychodzę z cmentarza - pożegnalne foto już niemal w bramie.




Przyjemnie zmęczony - po 3 godzinach wracam. Dobrze spędzony kawałek soboty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz