wtorek, 31 stycznia 2017

Smog wali pod dach, w powietrzu syf aż strach...

Niepomny ostrzeżeń o powietrznym syfilisie zamierzyłem wyprowadzić siebie i aparat na spacer. Wstępnie miało to być tuptanie z przewodnikiem po dawnym terenie Kercelaka, ale w związku ze szkolno - domowym zadaniem Juniora plan ewoluował. Aura przecudnej urody, "lecim na Pekin" - czas w końcu zobaczyć stolyce z wysoka.


Sobotnie przedpołudnie - tłoku nie ma. Zabieramy się drugim wjazdem. Szybkości windy się nie czuje, ale skok ciśnienia i owszem. Młody zdziwiony, że uszy przytkało :) Na górze trochę wieje - normalka. No to lecimy dookoła - od okna do okna.



















Faktycznie - syf przeokrutny wisi nad miastem. Jak się zobaczy na własne oczy, to jakoś bardziej do człowieka dociera...

Czekając na windę - rzut oka na salę gotycką.






Poogladane. Wychodzimy. Z poziomu piechura nikt by w smog nie uwierzył. Lazur bezchmurny i w ogóle, powietrze jak kryształ...




Na zadanie domowe Juniora jeden pałac to za chudo. Azymut na dom, ale po drodze jeszcze Warsaw Spire.



Obowiązkowy neonik - no bo jak inaczej?




I lodowisko - no bo czemu nie?




W ramach podzięki i uznania za fotograficzny trud i znój prawie dostałem w puzon...



Można wracać do domu. Pooddychać świeżym powietrzem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz