czwartek, 2 marca 2017

Z buta po Nekropolis 2

Słów kilka o historii cmentarza...

Jak wiadomo (m.in. z posta o Pradze) Żydzi pojawili się w Warszawie pod koniec XIV w. Mieszkali na Starym Mieście - między Wąskim Dunajem a ul. Piekarską. W latach 1527 - 1795 zakazano im stałego pobytu w mieście i dopiero w połowie XVIII w. zaczęli osiedlać się w podmiejskich jurydykach (Nowa Jerozolima, Nowy Potok). Już od roku 1780 czynny był cmentarz na Pradze. Utworzona pod koniec XVIII w. warszawska Gmina Żydowska założyła w 1806 r. własny cmentarz poza wałami miejskimi - u wylotu ul. Gęsiej (dziś Okopowa 49/51 - przy skrzyżowaniu z Anielewicza). Do 1939 r. pochowano tu ponad 150 000 osób. Powierzchnia cmentarza wynosi dziś 33,4 ha. Jest to już jeden z ostatnich czynnych cmentarzy żydowskich w Polsce.

Cmentarz jest zarówno zabytkiem sztuki sepulkralnej, jak i świadectwem kultury materialnej Żydów polskich. Świadectwem tym cenniejszym, że jednym z nielicznych, które przetrwało zniszczenia wojenne. Są tu tradycyjne pionowe płyty - macewy, zdobione ornamentami o wielkim bogactwie motywów i symbolicznymi płaskorzeźbami, pokryte hebrajskimi epitafiami o pięknym liternictwie. Są tez okazałe i oryginalne grobowce odchodzące od w stylu od żydowskiej tradycji, a jeden z nich - grobowiec Bera Sonnenberga stanowi arcydzieło oparte na dwóch wspaniałych płaskorzeźbach. Wśród twórców pomników wyróżniają się: Abraham Ostrzega, Feliks Rubinlicht, Bolesław Syrewicz, Henryk Stifelman, Mieczysław Lubelski i Mark Antokolski.

Ten "dom wieczności" (tak brzmi jedna z hebrajskich nazw cmentarza), który służył społeczności Żydów warszawskich, świadczy o różnorodności form i trybu ich życia, odzwierciedlonej w stylu nagrobków i treści epitafiów. Spoczywają tu rabini i cadycy - duchowi mistrzowie chasydyzmu; działacze będący zwolennikami różnych prądów świeckich: asymilacji, syjonizmu, liberalizmu czy socjalizmu; krzewiciele języka hebrajskiego, twórcy literatury, prasy i teatru w języku żydowskim; ludzie zasłużeni dla rozwoju polskiej kultury i gospodarki - przemysłowcy, lekarze, działacze społeczni, naukowcy, artyści i wydawcy. W masowych mogiłach z czasów wojny spoczywają prochy tysięcy bezimiennych ofiar getta...

Od początków istnienia cmentarza, będącego własnością Gminy, opiekę nad nim sprawowały bractwa pogrzebowe (Chewra Kadisza). Wznosił się tu dom przedpogrzebowy i synagoga, a teren cmentarza stawał się nie raz sceną uroczystych pogrzebów (np. pochówek pisarza Icchaka Lejba Pereca w 1915 r.).

Obecnie właścicielem jest Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie . W 1973 r. cmentarz został wpisany do rejestru zabytków i objęty opieką Urzędu Konserwatorskiego m.st. Warszawy. Od 1979 r. są tu prowadzone prace porządkowe z funduszu Gminy Żydowskiej. Od pracy na tym terenie rozpoczął swoją działalność utworzony w 1981 r. Społeczny Komitet Opieki nad Cmentarzami i Zabytkami Kultury Żydowskiej w Polsce, który - poza prowadzeniem prac konserwatorskich - gromadzi również wiadomości dotyczące historii cmentarza i lokalizacji grobów (księgi cmentarne zostały zniszczone w czasie wojny).

I to z grubsza tyle tytułem teoretycznego wstępu. Treść onego w brzmieniu niemal dosłownym widnieje na tablicy informacyjnej. Materiałów w necie dla chcących pogłębić temat nie zabraknie.

Pomysł na odwiedzenie akurat tej nekropolii nie był nowy. Jak Afroamerykanin na pasach - od paru lat pojawiał się i znikał, aż w końcu termin zorganizowanego spaceru zgrał się z moim relatywnie wolnym czasem - no to jestem. Spacer niby zorganizowany, ale ja - pomny ostatnich doświadczeń postanawiam łazić solo. Zdjęcia kosztem wiedzy i ciekawostek. Nie dowiem się m.in.:

— kiedy do Warszawy przybyli Żydzi?
— kim byli liweranci i który z nich był najsławniejszy?
— dlaczego trzeba było ukryć kobietę i czy możemy ją dzisiaj odszukać?
— którędy przemycano jedzenie do getta?
— gdzie ukrywali się uciekinierzy z dzielnicy zamkniętej?
— jak mierzy się liczbę ofiar złożonych w masowych grobach?
— na którym grobie można zobaczyć barwy Legii?
— kim są chasydzi?
— co miało zintegrować lud Izraela?
— kogo strzegą uskrzydlone lwy?
— kto wydał pierwszą encyklopedię po polsku, a kto umarł z krzyżem w ręku?
— czemu putta trzeba było umieścić wysoko?
— gdzie mówi się do dzisiaj w jidysz?
— komu należy położyć kamień?
— co to jest ohel i który jest najpiękniejszy w Europie a może i na świecie?
— kto powinien odmawiać kadisz?
— kto spoczął w Mauzoleum Trzech Pisarzy?

No cóż - kompromis jak każdy. Jakby mało tego - zaczęło padać i zerwał się wiatr. I nie tam, że zefirek jakiś. Jak dmuchnęło, to mało szluga z japy nie wyrwało. Wymarzone warunki do robienia zdjęć nieuszczelnioną puszką :/ Odwracam się rufą do wiatru (oraz budynku Fundacji Nissenbaumów przy okazji też) i na początek czerwony mur Beit Chaim (Domu Życia).


Furtka za rogiem i jestem na terenie cmentarza. Opis wydarzenia na Pejsbuku (sic!) zalecał męskiej części zwiedzających zabranie nakrycia głowy. W berecie/kaszkiecie mi bardziej do dupy niż do twarzy, sombrero tu ciut za bardzo multi-kulti, a i pradziadkowa rogatywka do dresów niespecjalnie leży w kontekście. Szczęściem zalega jeszcze w plecaku jakaś polarowa szlafmyca z mroźnych dni, którą niechętnie wzuwam na czerep rubaszny. Sklerotycy ponoć mogą na miejscu wypożyczyć kipę, jarmułkę, myckę - czy jak tam ta salaterka na czubku głowy noszona się zwie. Rzut oka na ludność płci męskiej pomykającą po cmentarzu utwierdza mnie w przekonaniu, że kwestia "oczapienia" jest traktowana liberalnie i wybiórczo. Zanabywam więc bilet - cegiełkę za 10 złociszy i rozmyślam nad planem spaceru. Przez chwilkę się jeszcze waham czy nie dołączyć do zorganizowanej grupy, która właśnie rusza, ale docelowo wygrywa spontan.
Nie planowałem inicjacji spaceru z wielką pompą - pompa była raczej mała z tendencją do średniej ;]


Zaraz za budynkiem administracji uwagę zwraca osadzona na ceglanych słupach brama cmentarna. Oryginalna. Przedwojenna. Odrestaurowana w 1998 r. przez Fundację Cmentarza Żydowskiego "Gęsia" przy finansowym wsparciu Aricka i Laury Karwasserów.


Kręcę się trochę jak klocek w przeręblu w okolicach głównej alei. Jak ktoś był, to zauważy. Jak nie był, to już wie :)






Zwracam uwagę na kamyki ułożone na wielu grobach. Po wyjaśnienie ich obecności w tym miejscu oraz zakonotowanie paru innych zwyczajów i ciekawostek odsyłam tutaj.



Jak widać - wlazłem bez impetu wgłąb, żeby za chwilę się rozmyślić i wyjść z powrotem na główną. Celowo nie studiowałem planu, nie zamierzałem się bawić w Indianę Jonesa i odkrywać co ukryte, ani też biegać po wskazanych w przewodnikach "the best of-ach". Bez planu, na czuja i solo. Taki tam "Ląly Łulf" :D








W oddali zamajaczyła na pomniku czarna sylwetka mężczyzny z dzieckiem na ręku.


Nietrudno zgadnąć kto zacz i dlaczego tu jest. A mały, pomarańczowy miś potrafi zacisnąć gardło staremu chłopu...




Idę parę kroków główną aleją i zbaczam w losowo wybraną dróżkę.









W oczy rzuca się wszechobecny chaos. Goje :) przyzwyczajeni do ładniejszych lub brzydszych, większych lub mniejszych - ale uszeregowanych w alejkach - pomników mogą się w pierwszej chwili nie odnaleźć. Mi ten klimat pasuje. Wokoło żywego ducha, nie słychać nic oprócz szumu wiatru i skrzypienia starych drzew. Nawet ptactwo tu nie zagląda przed wiosną. Nie wiem dokąd idę - najpewniej do końca alejki. Po drodze mijam grób Marka Edelmana, jednego z nielicznych "lokatorów", którego kojarzę z nazwiska.



Wchodzę znów w strefę, która wyglądem przypomina ścisły rezerwat. Nikt niczego tu nie tyka, czas i przyroda same regulują rytm...


















I to drzewo zżyte z pomnikiem od dziesięcioleci pewnie, chroniące przed kompletnym upadkiem...



Mistyk wyciągnąłby stąd tony symboli, znaków i wróżb zapewne. Ale ja w mistycznym nastroju nie jestem. Na skutek wariacji ciśnienia rozbolał mnie cymbał, na tyle skutecznie, że intensywnie rozważam zakończenie wędrówki. Kierując się w stronę wyjścia spotykam grupę, z którą miałem spacerować. Idą tam, skąd ja właśnie wróciłem czyli czuj nie był taki zły :) Jestem w części cmentarza niejako dedykowanej walczącym i poległym podczas wojny.






Chłopcom - międlarowcom pewnie się w łysych pałach nie mieści, że i Żyd może być bohaterem i zasłużyć na flagę z kotwicą Polski Walczącej przy grobie...


Im bliżej wyjścia, tym układ cmentarza bardziej "cywilizowany". Normalne pomniki. Niektóre nawet wystawne. Ale wystarczy się się odwrócić na pięcie:


Gdzieś tam jeszcze nagrobek z dziurą po kuli:



o zgrabnym kuferku nie wspomnę ;)


Nie wiem jak, gdzie i na ile ten dizajn jest zakorzeniony w żydowskiej kulturze, ale na mnie wrażenie zrobił - ekskjuzmi - ale krematoryjne :/


Jestem przy wyjściu. Zmoknięty, otępiony końską dawką ibuprofenu, ale mimo wszystko zadowolony. Nie przesądzałbym, że to ostatni raz w tym miejscu. Widziałbym się tu ponownie złotą polską jesienią. Tymczasem zmykam do domu, żeby się rozgrzać - niekoniecznie czymś koszernym ;) Lechaim!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz