środa, 3 maja 2017

Star Wars Day 2017

Po raz czwarty. Odkąd SWAT urzęduje w Nowym Forcie nie opuściłem ani jednej edycji. Niby co roku to samo, człowiek coraz starszy, a chęć na spotkanie ze starwarsowym światem nie maleje. Zanęcony dodatkowo postami z przygotowań przebieram nóżkami ze zniecierpliwienia :) W końcu jest majóweczka. Kto na pochód, ten na pochód - ja na Żoliborz, choć nie lubię tej dzielnicy ze względu na jednego z mieszkańców ;)
W tym roku jestem troszkę później niż zwykle. Ot, jełop korzystający z metra raz w roku (właśnie przy tej okazji) pomylił stację, na której krzyżują się linie i wysiadł za wcześnie :) Niby zapas czasowy jest bezpieczny, ale profilaktycznie puszczam się galopem od pl. Wilsona. No dobra - przesadzam, w galopie sprężynujący bebzon uszkodziłby mi stawy kolanowe :] Idę więc żwawym krokiem. Daruję sobie tym razem wiosenną, badylkową sesję w Parku Żeromskiego i zmierzam prosto do Fortu. Do startu imprezy jeszcze 2,5 godziny, kolejki jeszcze nie ma, gastronomia w trakcie próby generalnej.


Idę do wejścia, które dziś w istocie jest wyjściem :) i nieśmiało wtaczam się do środka. Jak co roku szukam wzrokiem kierownika zamieszania i negocjuję zgodę na kilkunastominutowy pobyt na dziedzińcu i parę zdjęć. Po raz czwarty nie wypędzono mnie kijami. Ludzkie paniska :) Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przysłoniły mi minusów - jak mawiał prezes Ochódzki :) Minusem jest trochę niekompletna sceneria, ale plus w postaci pełnej widoczności głównych atrakcji na dziedzińcu bez tłumu w kadrze rekompensuje to z nawiązką. W tym roku rządzi okazały model myśliwca typu X-Wing.







Reszta "okoliczności przyrody":










Wszystko z grubsza obejrzane - można iść pilnować kolejki. Na 1:45 h przed startem jestem w pierwszej trójce. W tzw. międzyczasie rozchodzi się wieść, że aktywacja wszystkich atrakcji będzie zgodnie z planem o 13:00, ale wpuszczanie zacznie się od 12:30. Szybki telefon do domu, żeby Junior zdążył na czas i stoję dalej. Tłumek powoli zaczyna gęstnieć. Niektóre twarze z poprzednich edycji rozpoznaję bez trudu :)
Dyżurny Jedi jak co roku - na posterunku.



Punktualnie o 12:30 wchodzimy. Nadstawiamy łapę pod pieczątkę z Yodą i schodzimy do podziemi :)


Na dole jak zwykle tajemniczy półmrok i mnóstwo rzeczy do obejrzenia. Wystawy tematyczne m.in.: pałac Jabby, Hoth, Tattoine, Han Solo w karbonicie czy Komnata Sithów.




Poza tym oczywiście stanowiska z grami PS4 + PC (Battlefront II nadchodzi!), wystawa Lego Star Wars z wielkimi figurami bohaterów, sala zabaw z mnóstwem "luźnych" klocków do używania wyobraźni, a nawet Mocy :)



gwiezdnowojenne piłkarzyki,


czytelnia vel biblioteka,


tudzież Sala Holokronu, gdzie młodzi adepci władania Mocą mogli sprawdzić swoje umiejętności w zakresie telekinezy :)





Wychodzimy na powierzchnię. Tu - jak co roku: legendarne postacie gwiezdnej sagi robiące za zakopiańskiego misia,







zacnych rozmiarów kolejka do kabiny X-Winga,


i występy na scenie, za której tło robi imperialny bunkier z Endoru.


Fajnal kałntdałn - punktualnie o 13:00 zaczynamy.


Na początek kolega Paweł "Obi-Wan" rozdaje mini zestawy klocków Lego tym, którzy najgłośniej krzykną kultowe "Niech Moc będzie z tobą". Mój Junior, z reguły lekko wycofany w takich razach, wie o co kaman, ale się nie drze. Dla kontrastu, obok nas stał prawdziwy mordokłap. Wiem, niegrzecznie tak o czyimś dziecku, ale nie wytrzymam :) Wyrośnięty w porównaniu z innymi, ale wepchnął się pod same barierki, tratując po drodze co spolegliwszych i zasłaniając widok. Dostał klocki. Wylazł spod barierek, oddał ojcu łup i zachęcany z kolei przez mamusię - z powrotem pod scenę i dalejże drzeć japę jeszcze głośniej udając, że nic nie dostał. Robię parę kroków w tył, albowiem nagle strasznie zaczęło zionąć "cebulą", a nie przepadam za tym zapachem. Chwilę potem był konkurs wiedzy. Zgadnijcie kto pokonał przedszkolaki? Tak. To on. W telewizorze był Jańcio od Posłusznej Wody, a tu na żywo miałem Januszka od Gratisów. Ja wiem, że Lego tanie nie jest, ale bez przesady.







Potem był (też tradycyjnie) kurs walki mieczem świetlnym dla padawanów, którego ukończenie potwierdzały pamiątkowe dyplomy. Sprawdzianem końcowym była walka z samym Darthem Vaderem. Łowca promocji tym razem odpuścił. Przekalkulował pewnikiem, ze dyplom nie wart zachodu. Gdyby coś wartościowszego to ho ho ho! - gotów byłby przegryźć biednemu Anniemu tętnice szyjną przez hełm :)

Godzina na terenie Fortu zleciała nie wiadomo kiedy. Junior obejrzał, co chciał i sugerował ewakuację. Szkoda, że kolega nie dojechał, zabawa pewnie inaczej by wyglądała. No, ale wyszło jak wyszło. Może za rok się uda. Wychodząc odebraliśmy przysługujący zestaw pamiątkowy i w drogę.

Na koniec słów kilka podsumowania.
W skrócie, moim zdaniem, impreza trzyma poziom. Najlepiej wspominam oczywiście pierwszą, ale to dość oczywiste. Nie dość, że wtedy nie wiedziałem czego się spodziewać, to jeszcze organizatorzy zadbali o oprawę z większa pompą z racji nowego miejsca świętowania (TVN-y, Zubilewicze, wejścia na żywo itd.). W latach kolejnych media również obecne (TVN24, TVP3, Radio Zet, RMF). Star Wars Artistic Team - organizacją non profit będąc - dokonuje "cudów męstwa", żeby zapewnić atrakcyjny program audiowizualny oraz nagrody dla dzieciaków. Samo rozstawienie, podłączenie, zbudowanie tego wszystkiego i sprzątnięcie po wszystkim rękami i nogami wolontariuszy, to tytaniczna robota. Plus jeszcze cały dzień na "stendbaju", żeby się nic w szwach nie rozlazło... Szacun i podziw. Szczery.

Zupełnie inna para kaloszy to fejsbukowe komentarze pod wydarzeniem. Co roku myślę, że już tym razem będzie normalnie, ale nie - cebulactwo jest niezniszczalne, a jak się jeszcze okaże, że jest dziedziczne... Strach myśleć.
Poniewczasie doszedłem do wniosku, że straciłem okazję na zbicie wcale ładnej fortuny. Na sprzedaży maści na ból dupy. Tam pójdzie każda ilość. Opluć, nasrać, podeptać, podeżreć cebuli i smrodliwie popierdywać w komentarzach. A że porażka, a że kolejka długa, a że fort mały, a że bilety potrzebne (bo na pewno 5 czy 10 złotych odstraszy połowę chętnych). Czwarty rok impreza w tym samym miejscu i czwarty raz te same pretensje. Mimo odpowiedzi organizatorów, że będzie tak i tylko tak, a nie inaczej. Nie zrozumie jeden z drugim, obrzyga jadem, focha złapie, trzaśnie obrotowymi drzwiami, bo za rok znów przylezie w środku imprezy mendzić, że stał do wieczora. Nie dociera, że ci, którzy weszli w pierwszym rzucie też stali dwie godziny - tylko przed rozpoczęciem imprezy, a nie w trakcie. I albo się jest fanem i trochę "pocierpi dla sprawy" albo starwarsowym Januszem i szkoda dalej gadać.
Jedyne czego żałuję w tym roku, to rozminięcie się z Bractwem Sithów. Złym człowiekiem będąc do Ciemnej Strony mam inklinację :) Inna bajka, że dobrze na zdjęciach wychodzą :)

Reasumując, drogi SWAT-cie, dziękuję za to, co do tej pory i proszę o więcej. Do zobaczenia za rok.